Czy wolno mi nie musieć wszystkiego samej? – Syndrom Zosi Samosi

Gdzie stoi granica pomiędzy braniem odpowiedzialności za siebie a nieumiejętnością przyjmowania od innych bądź proszenia ich o pomoc?

Dlaczego wiele z nas tak bardzo pragnie robić wszystko samemu?

Czy to tak naprawdę z wyboru czy z wewnętrznego przymusu?

Czy to faktycznie zaradność czy może wewnętrzny lęk przed byciem od kogoś zależnym?

A może to wstyd powiązany z tym, że nie jesteś całkowicie samowystarczalny/samowystarczalna?

“Sama dam sobie radę. Bo muszę. Bo nie mam innej opcji. Bo tylko ja potrafię sobie pomóc. Bo nie potrzebuję pomocy. Bo jestem samodzielna, niezależna, samowystarczalna. Bo nikt nie jest mi potrzebny. Bo ja sama, sama, sama.”

Czy jest Ci to znajome?

Syndrom ten nie ma płci, pochodzenia ani wieku. Zosie Samosie i Zosiowie Samosiowie są wśród nas. A ja jestem również jedną z nich. I choć pozostaję wobec mojego rozpoznanego syndromu świadoma, czasem zdarza mi się do niego powracać.

W dzisiejszym dniu chciałabym podzielić się z Tobą swoim spojrzeniem na wielowymiarowość tematu jakim jest chęć radzenia sobie całkowicie samemu. Przedstawię pytania, nad którymi warto się pochylić, jeśli czujesz, że schemat ten nie jest Ci obcy. Omówię dwa znajome mi aspekty, które mogą być źródłem pojawienia się syndromu Zosi Samosi, a także podzielę się swoimi sposobami, które pomagają mi przezwyciężać mój lęk przed przyjmowaniem pomocy w codziennym życiu.

Na początku zapraszam Cię do refleksji nad poniższymi pytaniami.

Czy przyjmowanie od innych jest dla Ciebie w pełni bezpieczne?

Co się w Tobie pojawia, gdy myślisz o tym, że nie jesteś w pełni samowystarczalna/samowystarczalny? Jakie myśli i odczucia w ciele pojawiają się w związku z tą myślą?

Jakie pojawiają się myśli przed tym, jak pragniesz poprosić kogoś o pomoc?

Jak się czujesz, gdy ktoś oferuje Ci pomoc?

Jakie przekonania na temat przyjmowania pomocy są w Tobie zapisane? Czy jesteś w stanie zlokalizować je w ciele?

Kiedy przyjmowanie przestało być dla Ciebie bezpieczne? Jaka sytuacja z przeszłości się z tym wiąże?

Jak się czujesz, gdy nie wykonasz czegoś na 100%? Czy pojawia się poczucie niewystarczalności? Czy obwiniasz się za takie sytuacje?

Przy tym pytaniu chciałabym jasno zaznaczyć, że obwinianie się nie jest równoznaczne z przyznaniem się przed samą/samym sobą, że coś nam nie wyszło i wyciągnięciem wniosków na przyszłość. W obwinianiu się tak naprawdę nie ma przestrzeni na jakiekolwiek wnioski czy wyciągnięcie nauki płynącej z danej sytuacji. Jedyne, co obwinianie jest w stanie w sobie pomieścić, to niechęć do samego/samej siebie i ciągłe odtwarzanie jak na zepsutej taśmie myśli o poniesionej porażce. Autorefleksja może się pojawić dopiero po tym, gdy z obwiniania wyjdziemy.

Z czego może wynikać syndrom Zosi Samosi? – Znane mi źródła

Przyjmowanie w dzieciństwie nie było oczywiste bądź bezpieczne

Czy aby jako dziecko coś dostać, musiałaś/musiałeś sobie na to zasłużyć? W takim razie może teraz czujesz, że nie zasługujesz na pomoc od innych?

Kiedy zostało wpojone w nas przekonanie, że jesteśmy wspierani czy obdarowywani jedynie wtedy, gdy jesteśmy grzecznym chłopcem/grzeczną dziewczynką, możemy dojść do wniosku, że takimi, jakimi jesteśmy, z naszymi zaletami i wadami, nie zasługujemy na pomoc innych. Możemy albo próbować postępować zawsze właściwie, tak aby wszystkim było dobrze, aby sobie zasłużyć, albo uciec w drugą stronę – uwierzyć, że nie zasługujemy na pomoc i unikać przyjmowania. Przyjmowanie przestaje być wtedy naturalne, bo przecież na nie nie zasłużyliśmy. Wtedy możemy czuć potrzebę, aby wszystko robić sami. Jeśli sami nie zrobimy, przecież i tak nikt nam nie pomoże.

Czy po każdej przyjętej rzeczy musiałaś/musiałeś się zawsze czymś odwdzięczyć? W takim razie może teraz boisz się ciężaru powinności odwdzięczania się komuś?

Gdy za każdym razem przyjęciem czegokolwiek zostawała zrzucana na Ciebie powinność natychmiastowego odwdzięczenia się, mogło na przestrzeni lat wytężyć w Tobie przekonanie, że jesteś zmęczona/zmęczony ciągłym odpłacaniem się, aby wszystko było “idealnie wyrównane”. Wolisz w takim razie wszystko zrobić sama/sam, aby ponosić odpowiedzialność wyłącznie za to, co Twoje. Aby później nie mieć wobec kogokolwiek zobowiązań, długów czy powinności. Może branie tego na siebie wydaje się Tobie już za ciężkie?

Czy któryś z opiekunów obdarowywał Cię czymś (materialnym bądź niematerialnym), a później niespodziewanie Ci to zabierał? W takim razie może teraz unikasz przyjmowania czegokolwiek, bo boisz się, że zostanie Ci to odebrane, a Twoje samopoczucie będzie od kogoś zależne?

Kiedy któryś z Twoich opiekunów był niestały, raz był i dawał od siebie wiele, a później nagle Ci to odbierał, możesz odczuwać lęk przed przyjmowaniem. Możesz czuć opór, ponieważ nie chcesz już więcej być zależny od innych i chronisz się w ten sposób przed potencjalnym zranieniem. Przecież dla każdego z nas jest trudne to, że coś, co wywoływało w nas pozytywne odczucia, zostaje nam odebrane (tym bardziej jeśli nie znamy powodu za tym stojącego). W takim przypadku możesz wykształcić w sobie przekonanie, że lepiej jest nie przyjmować, nie prosić o pomoc, działać samodzielnie, ponieważ to uchroni Cię przed byciem zależną/zależnym.

Perfekcjonizm

W moim odczuciu perfekcjonizm jest bardzo silnie powiązany z syndromem Zosi Samosi. Gdy życiem kieruje perfekcjonizm, czujemy ciągłą potrzebę udowadniania tego, jak dobrzy jesteśmy. Możemy chcieć to udowadniać samym sobie, rodzicom, przyjaciołom, partnerom, współpracownikom czy całemu światu. Ciężko nam zaakceptować fakt, że wolno nam popełniać błędy i że nie zawsze musimy robić wszystko na 100%. Wzbraniając się przed pomocą innych, chcąc być samowystarczalnymi, próbujemy udowadniać sobie i innym swoją wartość, wartość, która nie nosi głęboko osadzonej w sobie. Dlatego potrzebujemy bez przerwy udowadniać ją światu, zakrywając się pod maską kobiety czy mężczyzny samowystarczalnych, niezależnych, perfekcyjnych, idealnie radzących sobie w życiu.

Ile masz zamiar chować za tymi maskami swoją potrzebę współdziałania z drugim człowiekiem? Jako ludzie łączymy się w pracy i grupy po to, aby się wspierać, aby się inspirować, aby dzielić się swoją miłością. Nie musimy działać w pojedynkę.

Każdy z nas, i ja i Ty, zasługujemy na bycie wspieranym, kochanym i akceptowanym. Nie bójmy się swojego człowieczeństwa, to najpiękniejsza część nas.

Jak ja radzę sobie z przezwyciężaniem swojego lęku przed proszeniem o pomoc?

Obserwuję sygnały, jakie wysyła mi ciało

Na podstawie długotrwałych obserwacji zdołałam rozpoznać, w jakich częściach mojego ciała skrywa się lęk przed przyjmowaniem. Mieści się on w moim gardle oraz barkach. Gdy zbyt długo noszę w sobie przekonanie, że muszę poradzić sobie całkowicie sama z jakimiś pojawiającymi się na mojej drodze wyzwaniami i wzbraniam się przed udaniem się do innych po wsparcie, ciężar odczuwany na moich barkach się powiększa. Czuję wtedy, jakbym nosiła na sobie ciężki plecak, do którego to dokładam coraz więcej spraw, z którymi “MUSZĘ uporać się sama”. Gdy natomiast ciężaru tego się nazbiera, a ja postanawiam zwrócić się o pomoc czy wsparcie, w moim gardle pojawia się blokada, duży ścisk, który próbuje mnie przekonać o tym, że to, co próbuję zrobić, nie jest bezpieczne. Dlatego teraz, gdy widzę te dwa pojawiające się sygnały w moim ciele, próbuję już na początkowych etapach być na nie bardzo uważna. Jestem jednocześnie im wdzięczna, bo pokazują mi moje niezaopiekowane części, w pewien sposób próbują mnie chronić przed niebezpieczeństwem. Natomiast przekazuję im za pomocą słów i oddechu, że już nie muszą mnie chronić, że już nie są mi potrzebne. Zapewniam je, że to, przed czym mnie chronią, to już przeszłość. Uznaję je, natomiast nie podążam już ślepo za nimi.

A jak Twoje ciało komunikuje się z Tobą w podobnych sytuacjach? Co próbuje Ci przekazać i przed czym próbuje Cię chronić?

Wizualizuję małą siebie, tą w której ten lęk się zapoczątkował i rozmawiam z nią

Wiem, z jakich historii z mojej przeszłości ten lęk płynie. Pewnie nie znam każdej z nich, natomiast pamiętam ich wystarczającą ilość, aby móc połączyć się ze swoją małą dziewczynką z tamtego okresu. Gdy pojawia się we mnie lęk przed proszeniem o pomoc, zatrzymuję się w nim na dłuższą chwilę i zadaję sobie takie pytania jak:

Ile lat ma ta dziewczynka we mnie, która odczuwa te wszystkie emocje? Czego ode mnie (tej dorosłej) teraz najbardziej potrzebuje ta mała we mnie? Jakie to są gesty i słowa?

Wizualizuję ją i przekazuję jej wszystko, czego w tamtym momencie potrzebowała. Przytulam ją, mówię do niej to, co potrzebowała w tamtej chwili usłyszeć. Staram się zapewnić jej wszystko to, czego w tamtej chwili potrzebowała najbardziej, aby mogła poczuć się w pełni bezpieczna i przyjęta. Dzięki temu moje dziecięce lęki zostają uznane, zaopiekowane. A ja zyskuję poczucie pewności i moc związaną z poczuciem tego, że nie odtwarzam dalej schematu z przeszłości. Wiem, że jestem już bezpieczna. Gdy czuję się bezpieczna, mam w sobie moc na to, aby otworzyć się na spróbowanie inaczej i pozwolenie sobie na przełamanie schematu. Na pójście inną ścieżką i otwarcie się na siebie i innych.

Nigdy nie jesteśmy sami w naszych doświadczeniach, a dzielenie się swoimi uczuciami i prośba o wsparcie to ogromna siła, która drzemie w każdym z nas. Pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi, a wspieranie się nawzajem jest jednym z najpiękniejszych przejawów naszej ludzkości. Wszyscy jesteśmy częścią tego wielkiego wspólnego doświadczenia, jakim jest życie. Z głębi mojego serca życzę Ci odwagi i siły do bycia wrażliwym. Akceptacji swojej nieidealności i rozumienia siebie w podążaniu przez Waszą własną drogę.

Dziękuję za Twoją obecność i czas. Zapraszam Cię do refleksji nad poruszonym przeze mnie tematem. Jeśli odczuwasz chęć podzielenia się swoimi przemyśleniami, będzie mi niezmiernie miło, jeśli napiszesz komentarz bądź prywatną wiadomość do mnie.

Z ogromem miłości,

Ola

Powiązane wpisy

Komentarze